Zbrodnia w błękicie

Położony na odludziu, odcięty od świata przez panującą wokół śnieżycę, pałac w Tarnowicach na Wielkopolsce jest miejscem akcji Zbrodni w błękicie, kryminału retro, którego autorka sprawnie wykorzystała chwyty podpatrzone u mistrzów gatunku, jak np. Agatha Christie. Zresztą Katarzyna Kwiatkowska w wielu wywiadach podkreśla, że jest wielką fanką mistrzyni kryminału, co czuć niemalże od pierwszej strony tej powieści.

Wieczorem gospodarze domu, Tadeusz Tarnowski i jego małżonka Julia, przy kolacji zabawiają swoich mniej lub bardziej wytwornych gości: hrabinę Kareńską, Wacława Bonikowskiego (posła) i jego siostrę Paulinę oraz Zosię Rusiecką i jej brata Karola. Nadmienić należy, że gości łączą skomplikowane więzy: Wacław jest narzeczonym Zosi, a Karol zamierza się żenić z Pauliną.
Atmosfera przy stole jest bardzo napięta, a rankiem okazuje się, że ktoś otruł młoda Zofię, która wraz z bratem od dłuższego czasu mieszkała w Tarnowicach. Na szczęście w gościnie przebywa również serdeczny przyjaciel pana domu, Jan Morawski, młody podróżnik i odkrywca, o niezbyt dobrej reputacji (przynajmniej wg. niektórych gości), posiadający ciągoty detektywistyczne i spore doświadczenie w rozwiązywaniu skomplikowanych spraw. Jako że wskutek śnieżycy pruscy urzędnicy administracji państwowej nie są w stanie dotrzeć na miejsce zbrodni, zadania wytropienia mordercy, który - o zgrozo! – nadal przebywa w pałacu, podejmuje się właśnie Jan. Pomaga mu przy tym przyjaciel i kamerdyner Mateusz, który ze znawstwem zdobywa zaufanie służby, podczas gdy Jan prowadzi kolejne rozmowy z domownikami i gośćmi. Niczym Holmes i Watson krok po kroku poznają kolejne tajemnice, sprawdzają poszlaki i weryfikują kolejne teorie, by podczas wielkiego finału, w obecności wszystkich zebranych, triumfalnie ogłosić nazwisko mordercy lub morderczyni.

Kwiatkowska napisała poprawny kryminał: lekki i wciągający, który swoją strukturą przypominał mi sztukę teatralną – całość składa się bowiem w ok. 95% z dialogów, które uzupełniane są zdawkowymi informacjami: przyszła, wyszła, powiedziała, które do złudzenia przypominały mi didaskalia. W sumie jednak nie bardzo mam się do czego przyczepić. Szczególnie urzekły mnie dziewiętnastowieczne detale wystroju domu czy szczegółowe opisy wykwintnych potraw – element retro jest w książce bardzo widoczny.
Jeśli lubicie ówczesne klimaty, zmanierowane bohaterki i przerysowanych bohaterów, zimę, tajemnice, a przede wszystkim zagadkę kryminalną mocno wzorowaną na klasyce gatunku, to spokojnie możecie po Zbrodnię w błękicie, a także, jak podejrzewam, również po jej kontynuacje, sięgnąć.
Ja raczej na pierwszym tomie poprzestanę, bo kryminał retro to jednak nie do końca moja bajka. Jak nabiorę ochoty na klasykę kryminału, to sięgnę po oryginał, czyli Agathę Christie właśnie.

Ocena: 4/6

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Czytelnicze podsumowanie roku 2018

Marcowe zakupy

Czerwone dziewczyny, Kazuki Sakuraba