Aleja włókniarek, Marta Madejska

Że możecie same po ulicach chodzić, koleją jeździć, o czem chcecie, o rozumnych książkach, czy nierozumnych plotkach w towarzystwie możecie rozmawiać, wszystko to winniście pierwszym rodowicom, co wśród szyderstw i wydziwiań drogę utorowały. Narcyza Żmichowska

Taki oto cytat Marta Madejska umieściła na początku swojej książki. Tak bardzo mi się on spodobał, że postanowiłam umieścić go na początku swojej recenzji, jako jej motto.

Aleja włókniarek jest książką, o której spokojnie można powiedzieć: Nareszcie! Nareszcie ktoś dał głos niemym i opisał ciężką pracę tysięcy kobiet, które na przestrzeni kilkuset lat pracowały na sukces mężczyzn. Marta Madejska stworzyła doskonałą książkę w nurcie popularnej ostatnio herstory, a na tapetę wzięła Łódź i jej mieszkanki, pracownice fabryk, oraz ich codzienność.

Autorka rozpoczyna swoją opowieść w XIX wieku, razem z narodzinami Łodzi jako centrum przemysłu włókienniczego. Opisuje czasy powstawania kolejnych fabryk, skupiając się przede wszystkim na losach kobiet, które ściągały do Łodzi z bliższych lub dalszych okolic w poszukiwaniu pracy i z nadzieją na lepsze życie. Autorka zadaje sobie przy tym wiele pytań: Kim były kobiety, które przybywały do miasta? Jakie były ich cele? Jak wyglądała ich codzienna praca? Szukając na nie odpowiedzi, daje głos swoim bohaterkom, pracownicom fabryk: w tekście można odnaleźć dziesiątki cytatów, które stanowią autentyczne świadectwo, nieprzefiltrowane przez redaktorów. Rozprawia się przy tym z mitem „ziemi obiecanej” i opisuje fabryczną codzienność. Nieludzka praca w hałasie, w upale lub w zimnie, przemoc seksualna ze strony przełożonych, brak opieki medycznej, poronienia i porody na fabrycznej hali, brak odpowiedniego jedzenia, odpowiedzialność za dzieci, itp. to tylko niektóre z poruszanych przez nią tematów.

W kolejnych rozdziałach czytamy o wspomnianych początkach Łodzi, okresie międzywojennym i początkach robotniczej i kobiecej emancypacji, okresie wojny i socjalizmie, który dał kobietom nowe szanse i możliwości, np. kształcenia, czy opieki nad dziećmi. To, co te różne epoki łączy, jest brak równości między mężczyznami i kobietami, olbrzymie obciążenie kobiet pracą w fabryce i obowiązkami rodzinnymi oraz fakt, że o ich prawa jako robotnic nie troszczył się nikt, dopóki same nie podniosły głosu i zawalczyły o swoje. I to bez znaczenia, czy właścicielem fabryki był kapitalista-krwiopijca, czy socjalistyczne państwo.

Muszę przyznać, że najbardziej podobała mi się pierwsza część książki – tak do okresu wojennego. Opis sytuacji włókniarek w komunistycznej Polsce był, siłą rzeczy, przesiąknięty komunistyczną nomenklaturą i przez to nieco nużący, co już nieco mniej mi się podobało. Nie zmienia to jednak faktu, że Aleję włókniarek czytałam z prawdziwym zainteresowaniem i ogromną przyjemnością, jaką daje solidnie opracowana i dobrze napisana książka. Marta Madejska jest autentycznie zainteresowana łódzkimi kobietami i z czeluści archiwów wydobyła informacje na ich temat, na których od dziesięcioleci gromadził się kurz. Autorka wykonała ogromną pracę i należą się jej za to ogromne podziękowania.

Bardzo jestem ciekawa jej kolejnej książki :)

A Aleję włókniarek gorąco wszystkim polecam!

Ocena: 5+/6

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Najlepsze książki w 2017

Styczniowe zakupy

Update: STO książek, które bardzo chcę przeczytać